środa, 26 lipca 2017

z lektur - "Okaleczona"

Cathy Glass
"Okaleczona"

Trochę nie po kolei zaczęłam czytać serię książek Cathy Glass, ale trudno. W pierwszej kolejności wpadła mi w ręce "Okaleczona".

Historia pisana z perspektywy brytyjskiej rodziny zastępczej - opisuje losy jednej z podopiecznych. Dziewczynka trafiła do nich jako 13-latka. Rodzina nie otrzymała żadnych szczegółów dotyczących przeszłości dziecka, a także nie poinformowano ich o pewnych zaburzeniach zachowania. Ośrodek pomocy społecznej właściwie niewiele ich wspierał i się pozbył kłopotliwego dziecka.
Dziewczynka okazała się dzieckiem po traumie, które m.in swoje emocje wyrażało poprzez samookaleczanie.

Temat trudny, według mnie potraktowany w książce trochę zbyt lekko. Czuję pewien niedosyt.
Ale chętnie sięgnę po jeszcze coś tej autorki.


poniedziałek, 24 lipca 2017

5 miesięcy od kwalifikacji

Za trzy dni minie 5 miesięcy od kwalifikacji a u nas znów mała rewolucja.
Otóż zmieniam pracę!!!

I to w tempie ekspresowym. W czwartek była propozycja, w piątek decyzja, a za tydzień jak dobrze pojdzie to już będę fizycznie w nowej pracy...

PLUSY:
- praca dużo bliżej domu
- praca bardziej odpowiadająca moim kwalifikacjom
- 8 godzin dziennie, a nie 12 czy 24
- minimalnie lepsze zarobki

 MINUSY:
- muszę zużyć cały zapas urlopów i niestety nawet tego nie odczuje - bo w praktyce będę już pracować w nowej firmie
- najpierw okres próbny trzy miesiące - no i mam dylemat czy w tej sytuacji nie zawiesić naszej kwalifikacji na ten krótki czas...



niedziela, 25 czerwca 2017

4 miesiące od kwalifikacji

Czas płynie i jutro stuknie nam czwarta miesięcznica kwalifikacyjna. Dla jednych dużo, dla innych mało.
Staram się ten czas oczekiwania wykorzystać na załatwienie ciągnących się od dawna spraw oraz na pracę nad sobą. Jeszcze trochę rzeczy pozostało na mojej liście do odhaczenia: aktualizacja przeterminowanych dokumentów, zakup jakiegoś samochodu, ale też prozaiczne sprawy jak rewolucja w szafie czy dentysta.
Myślę, że mogę uznać ten czas za efektywnie wykorzystany.



A póki co właśnie zaczęłam maraton nadgodzinowy w pracy i już z utęsknieniem wyglądam września kiedy to wreszcie złapie oddech...



wtorek, 20 czerwca 2017

Trochę spokoju w życiu zawodowym

Mieliśmy trochę perturbacji ale wydaje się, że osiągnęliśmy upragnioną stabilizację. Wiadomo, że nie jest idealnie, że chciałoby się to i owo zmienić. Ale jest znośnie.



Doczekałam się przedłużenia umowy. Co prawda na rok ale mi to wystarczy. I tak nie planuję wracać do tej pracy po macierzyńskim.
Zbliża się sezon urlopowy - a co za tym idzie nadgodziny. Mój urlop mam zaplanowany dopiero na wrzesień więc póki co trzeba zacisnąć zęby i trochę się pomęczyć. :-)

Tymczasem mój mąż zmienił pracę i póki co jest zachwycony. Ciekawsze obowiązki, bardziej ujednolicony grafik no i lepsza pensja. Normalnie aż mu zazdroszczę. :-D

Więc suma sumarum jest dobrze. Jesteśmy gotowi na nową rewolucję...

Dziecinko czekamy...



poniedziałek, 19 czerwca 2017

Długi weekend w Augustowie

Za nami długi weekend. Zaczął się nam już we wtorek po południu, bo tak nam wyszło z grafików. Wreszcie mieliśmy czas na nicnierobienie. :-)

Jak zwykle w tym terminie odwiedziliśmy Augustów. Mamy tam taką swoją samotnię - domek w lesie, parę kroków od Jeziora Białego.



Nastawilismy się na totalny luz, odpoczynek i wyciszenie. Mąż trochę jeździł na rowerze, a ja w tym czasie szydełkowałam...

Normalnie staruszkowie... :-) 
Aż szkoda było wracać!




czwartek, 1 czerwca 2017

sentymenty i zgryzoty

Ciężko mi.
Człowiek latami dąży do jakichś tam celów i zaczyna się zapętlać... Dusić...

Skąd taki podły humor u mnie?

Moja praca jest do bani. Od dłuższego czasu podejmuję błędne decyzje zawodowe. Ciągle czegoś szukam, ciągle mi coś nie pasuje. I właściwie z przypadku jestem tu gdzie jestem. Miało być na chwilę a jest już ponad rok. Gdzie się podziały moje ambicje? Moje plany? Mój optymizm?
Ano schowalam wszystko do kieszeni, bo... dziecko.

Dokładnie tak. Zafiksowalam się na punkcie macierzyństwa. Siedzę tu gdzie jestem i boję się ruszyć bo a nuż zadzwonia? Dziś lub jutro? I tak cały czas...

Nie wyjeżdżam na długie i dalekie podróże - bo a nuż zadzwonia?

Nie żyję swoim życiem - bo a nuż zadzwonia?

Oglądałam moje stare zdjęcia i mnie coś tknelo. Jeszcze parę lat temu z mojej twarzy biła jakaś taka jasność. Widać było że jestem pełna energii i pewna siebie. Podejmowałam szybkie decyzje, nie balam się wyzwań.
Teraz nawet jeśli się uśmiecham do zdjęcia to oczy pozostają nieruchome. Tak jakbym była nieobecna. Jakbym była niepewna i wystraszona.

Muszę coś zrobić ze swoim życiem bo stopniowo usycham...

Muszę znów zacząć żyć!