niedziela, 15 lipca 2018

Babski weekend w Krakowie

Właśnie wróciłyśmy. Mama i ja. Byłyśmy tam same, bez facetów. Odwiedziłyśmy Kraków po trzydziestu latach od ostatniej wizyty...


Nocleg miałyśmy w dzielnicy Kazimierz - dzielnicy żydowskiej. I na tej okolicy się skupiłyśmy pierwszego dnia.







Drugi dzień miałyśmy bardzo intensywny - obeszlyssmy Wawel wzdłuż i wszerz, co w sumie zajęło nam 7 godzin. A na dokładkę wieczorem wyskoczylysmy na Rynek Główny.








Tego dnia zrobiłysmy pieszo chyba ze 20 kilometrów. Ale było warto - w końcu nie wiadomo czy nie wrócimy tu za kolejne 30 lat...

Ostatni dzień to lekki spacerek to tu to tam i totalny luz.






 I pora wracać do rzeczywistości. Buu...

Kupując pamiątki z Krakowa nie zapomniałam o drobiazgu dla naszego dziecka - wzięłam pluszowego smoka wawelskiego. ☺

piątek, 22 czerwca 2018

16 miesięcy od kwalifikacji...

... minie nam w środę.

Życie towarzyskie rozkręcam do maksimum żeby mnie szlag nie trafił z tego czekania. Muszę wręcz prowadzić zapiski w kalendarzu żeby pamiętać kiedy z kim mamy się spotkać. :-)
Udzielam się społecznie, wkrótce prawdopodobnie zostanę członkiem zarządu wspólnoty osiedla. Biorę sobie na głowę tyle, ile się da.
Temat zmiany pracy też wrócił na tapetę. W przyszłym tygodniu rozmowa co do której jestem nastawiona optymistycznie.  Tylko czy to już nie za późno na takie decyzje?

W połowie lipca zaplanowałam weekendowy wypad z mamą sam na sam. Może to już ostatni moment na takie wyjazdy?

Czyli dzieje się bardzo dużo, bo moja cierpliwość w oczekiwaniu na dziecko uległa wyczerpaniu...



niedziela, 3 czerwca 2018

Długi weekend w Augustowie 2018

Jak co roku o tej porze wybraliśmy się na Podlasie, a dokładniej do Augustowa.
Mieszkaliśmy w małym domku na skraju lasu, rzut beretem od Jeziora Białego . Wypoczęliśmy, naładowaliśmy akumulatorki i opaliliśmy się jak skwarki.

Wyjątkowo w tym roku dojechaliśmy do celu na raty (nie dostałam tyle urlopu ile bym chciała, więc dojechałam jako ostatnia). Pokonałam więc samodzielnie samochodem około 300-kilometrową trasę, co uważam za ogromny sukces. To mój pierwszy raz na takim dystansie. Dałam radę i nawet mi się podobało.

A teraz mała fotorelacja z pobytu:















sobota, 26 maja 2018

wtorek, 22 maja 2018

15 miesięcy od kwalifikacji

U mnie nic nowego. Kolejny miesiąc pyknął. W niedzielę będzie równo 15 miesięcy.
Poszukiwania nowej pracy nie przyniosły rezultatów, nawet nie zaliczyłam żadnej rozmowy o pracę w tym czasie. Więc siedzę cichutko i dłubię co mam do dłubania...
Weekendy planuję z wyprzedzeniem żeby ciągle się coś działo. Coś się musi dziać bo inaczej oszaleję...


czwartek, 10 maja 2018

Tik tak...

Kolejne telefony dzwonią w grupie. Robi się gorąco...

Do nas jeszcze nie dzwonili.



Tymczasem ja znalazłam sobie zajęcie. Mianowicie szukam innej pracy. W mojej obecnej robocie się zrobiło mniej fajnie, oszczędności gonią oszczędności...
Jak się uda zmienić to dobrze, a jak nie to trudno. Przynajmniej mam o czym myślę, żeby nie zwariować.

niedziela, 22 kwietnia 2018

14 miesięcy od kwalifikacji

W piątek minie 14 miesięcy od kwalifikacji = równo 2 lata od złożenia dokumentów w naszym OA. Mnóstwo czasu, mnóstwo przygotowań, mnóstwo emocjonalnych wzlotów i upadków...

Miniony miesiąc przyniósł wiosnę, a co za tym idzie nadzieję. Jak już wcześniej pisałam wykruszyła się pierwsza para z naszej grupy. To już tak blisko a nadal jest to tak nieuchwytne!

W ostatnim czasie postanowiłam trochę zadbać o swoje zdrowie. Korzystam więc z przymusowego urlopu (zaległy za 2017 rok) i odwiedzam różnych lekarzy. Wzięłam się też za odchudzanie, ale póki co bez spektakularnych efektów.

Ostatni miesiąc przyniósł też mały kryzys finansowy. I na ten kryzys popsuła mi sie zmywarka i żelazko. Chwilowo więc pożyczam żelazko od sąsiadki, zmywam ręcznie i cierpliwie czekam na "lepsze czasy"...  Ale cytując Wołodyjowskiego: "Nic to!".

Damy radę!